Na fali historii Kamiennej Góry. Morskie motywy z miasta, które nigdy nie leżało nad morzem

Delfiny, kotwice, muszle i okręty w samym sercu Sudetów? Brzmi jak pomyłka. A jednak wystarczy podnieść wzrok na kamiennogórskie fasady, by odkryć, że morze od wieków było tu obecne – nie w postaci fal, lecz symboli. To opowieść o kupcach, wielkim handlu i ambicjach miasta, które choć oddalone od wybrzeża o setki kilometrów, przez stulecia pozostawało z nim zaskakująco blisko.

Kamienna Góra nie pachnie morską bryzą, nie słychać tu szumu fal ani krzyku mew. A jednak spacerując po rynku czy zaglądając do zabytkowych wnętrz, można natknąć się na delfiny, kotwice, muszle przegrzebków, a nawet okręty. Skąd takie motywy w górskim mieście?

Odpowiedź kryje się w historii. W XVII i XVIII wieku Kamienna Góra należała do ważnych ośrodków handlu płótnem lnianym. Tutejsi kupcy wysyłali swoje towary przez porty Hamburga i Amsterdamu do Anglii, Hiszpanii, a nawet Ameryki Południowej. Morze nie było dla nich odległym żywiołem, lecz najważniejszą drogą prowadzącą do bogactwa. Nic więc dziwnego, że symbole związane z żeglugą zaczęły pojawiać się na fasadach kamienic i w dekoracjach budynków jako znak prestiżu, powodzenia i udziału w międzynarodowym handlu.

W dawnej sztuce motywy marynistyczne miały zupełnie inne znaczenie niż dziś. Nie kojarzyły się z wakacjami czy plażą, lecz z potęgą handlu, odwagą, ryzykiem i nadzieją. Każdy z nich niósł określony przekaz.

Delfiny, które pilnowały kupieckiego szczęścia

Jednym z najciekawszych przykładów jest XVII-wieczne epitafium na ścianie kościoła św. Piotra i Pawła. Nad przedstawieniem Boga Ojca znajdują się dwa delfiny. Nie przypominają jednak sympatycznych ssaków znanych z dzisiejszych oceanariów. Barokowi artyści przedstawiali je jako fantastyczne stworzenia – z wykrzywionymi pyskami, ostrymi zębami, wielkimi oczami i rybimi łuskami. Delfin był wówczas symbolem pomyślnego handlu morskiego. W tradycji antycznej uchodził za opiekuna żeglarzy i wybawcę rozbitków, dlatego kupcy traktowali go niczym talizman chroniący statki z cennym ładunkiem przed sztormami, piratami i katastrofą.


wyobrażenie delfina na epitafium z kościoła św. ap. Piotra i Pawła w Kamiennej Górze 



wyobrażenia delfinów w sztuce dawnej (wolne media) 


Kolejne delfiny odnaleźć można również w zbiorach Muzeum Tkactwa w Kamiennej Górze. Zdobią one efektowny zegar stojący z XIX wieku, pochodzący z pałacu w Ciechanowicach. Ten eklektyczny zabytek wyróżnia się niezwykle bogatą oprawą rzeźbiarską, w której pojawiają się między innymi Kupidyny dosiadające delfinów. Motyw ten ma długą tradycję – znany był już w sztuce antycznej, zwłaszcza na mozaikach, a w epoce baroku stał się jednym z chętnie wykorzystywanych ornamentów dekoracyjnych. W przypadku tego zegara delfiny prawdopodobnie nie są jednak wyłącznie efektowną ozdobą. Całość tworzy rozbudowany program ikonograficzny, silnie osadzony w ideologii końca XIX wieku. Centralnym elementem automatu jest scena z cesarzem Fryderykiem I Barbarossą, odwołująca się do mitu o odrodzeniu potęgi cesarstwa niemieckiego. W takim kontekście również motywy morskie można odczytywać jako coś więcej niż dekorację. Delfiny – od stuleci kojarzone z żeglugą i panowaniem nad morzami – mogły symbolicznie nawiązywać do kolonialnych i morskich aspiracji II Rzeszy, które pod koniec XIX wieku silnie oddziaływały na wyobraźnię niemieckiej arystokracji i burżuazji. Nawet pozornie niewinny detal dekoracyjny stawał się więc elementem większej opowieści o potędze państwa, handlu i ambicjach wykraczających daleko poza Europę.


delfin z detalu zabytkowego zegara w muzeum 


Delfin i Kupidyn pędzla P.P. Rubensa (wolne media) 
 

Okręt jako reklama sukcesu

Na fasadzie dawnego domu handlowego spółki tekstylnej Methner & Frahne, dzisiejszego Centrum Kultury (ulica Tadeusza Kościuszki 4), znajduje się płaskorzeźba przedstawiająca dziób okrętu. Budynek powstał w 1905 roku i już sama jego dekoracja mówiła przechodniom, z kim mają do czynienia. Statek nie był zwykłą ozdobą. Symbolizował commercium – handel, wymianę towarów i otwartość na świat. Był architektoniczną reklamą firmy, manifestacją jej znaczenia i aspiracji. Dziś powiedzielibyśmy, że pełnił funkcję logo lub miał formę identyfikacji wizualnej wykutego w kamieniu.



wyobrażenie okrętów na fasadzie CK w Kamiennej Górze 


Kotwice, czyli biznes i… nadzieja

Spacerując po rynku warto spojrzeć na kamienicę przy Placu Wolności 1. W medalionie na elewacji znajduje się niezwykły znak – litera „P” spleciona z kotwicą. To symbol kupieckiej rodziny Primavesich, a dokładniej Franza Xavera Primavesiego. Kotwica w epoce baroku oznaczała znacznie więcej niż tylko żeglugę. Była znakiem bezpieczeństwa w interesach, powodzenia finansowego i zaufania. W czasach, gdy statki z towarami mogły zatonąć podczas sztormu lub paść łupem piratów, każda morska wyprawa przypominała ogromną inwestycję obarczoną ryzykiem.


kotwica z symbolem rodziny Primavesi na fasadzie kamienicy w rynku 


Pod numerem 12 znajduje się kolejny interesujący motyw – kobieca postać trzymająca kotwicę. To personifikacja Nadziei, jednej z trzech cnót teologicznych. Symbol wywodzi się z Listu do Hebrajczyków, gdzie nadzieja została nazwana „kotwicą duszy”. Z biegiem czasu religijna symbolika zaczęła przenikać do świata kupców. Nadzieja oznaczała już nie tylko duchowe oparcie, ale także wiarę, że kolejna morska wyprawa zakończy się sukcesem handlowym.


rzeźba ukazująca Nadzeję z kotwicą na fasadzie kamienicy w rynku 


wyobrażenie Nadziei na grafice 

Muszle z dalekiego świata

Do najbardziej eleganckich motywów należą muszle. Ich ornamenty można dostrzec na kilku kamienicach przy Placu Wolności, między innymi pod numerami 12 i 18. Najczęściej przedstawiają muszle przegrzebków, które stały się jednym z ulubionych motywów sztuki baroku i rokoka. To właśnie od fantazyjnych kształtów muszli pochodzi nazwa ornamentu rocaille, charakterystycznego dla rokoka. Muszla, czyli łacińska concha, była również ważnym elementem architektury – zdobiła nisze, portale i dekoracje rzeźbiarskie.



motyw muszli na fasadach kamienic w rynku 


rycina ukazująca egzotyczne  muszle 


Inny ciekawy przykład znajdziemy w Muzeum Tkactwa w Kamiennej Górze. Wśród eksponatów znajduje się podajnik do papierosów (Zigarettenspender), wykonany z prawdziwej muszli małża z rodzaju Hippopus. Takie egzotyczne przedmioty były niegdyś symbolem bogactwa i świadczyły o kontaktach właściciela z odległym światem.



zabytkowy podajnik z gilotynką do papierosów - muszla i koral, wystawa w Muzeum Tkactwa w Kamiennej Górze 


Morze zamknięte między kartami książki

Morskich tropów w Kamiennej Górze warto szukać nie tylko na fasadach kamienic, ale również... w starych księgach. Jednym z najbardziej niezwykłych zabytków związanych z miastem jest dzieło miejscowego aptekarza Christopha Vielheuera, który w drugiej połowie XVII wieku prowadził aptekę mieszczącą się w kamiennogórskim ratuszu. W 1676 roku opublikował popularnonaukową księgę farmaceutyczną „Gründliche Beschreibung fremder Materialien und Specereyen Ursprung...” („Gruntowny opis rzadkich substancji i przypraw…”), będącą kompendium wiedzy o egzotycznych surowcach wykorzystywanych w ówczesnym lecznictwie. Już sam tytuł zdradza, że autor interesował się substancjami sprowadzanymi z najdalszych zakątków świata. Jedna z rycin zamieszczonych w dziele przedstawia imponującego walenia, opisanego jako Wallfisch (pisanego również Wahlfisch). Nie jest to jednak przypadkowy morski potwór, lecz kaszalot spermacetowy, dziś znany w języku niemieckim jako Pottwal. Wielheuer wspomina to zwierzę jako źródło cennej substancji określanej dawniej jako olbrot (cetaceum) – spermacetu, czyli woskowatej substancji pozyskiwanej z głowy kaszalota. Przez stulecia wykorzystywano ją w farmacji do sporządzania maści i leków, a także w kosmetyce i produkcji świec.


ilustracja z książki aptekarza Vielheuera, napisanej w 1676 roku w Kamiennej Górze

Na tym morskie ciekawostki się nie kończą. W starodruku znaleźć można również rycinę przedstawiającą połów pereł oraz pozyskiwanie koralowców, przypominającą, że także dary mórz i oceanów były ważnym elementem dawnej farmacji i handlu. Jeszcze większą uwagę przykuwa ilustracja legendarnego morskiego jednorożca, czyli narwala. Jego długi kieł przez wieki uchodził za róg mitycznego jednorożca i osiągał zawrotne ceny na europejskich dworach. Wierzono, że posiada cudowne właściwości lecznicze i potrafi neutralizować trucizny.




ilustracje z książki aptekarza Vielheuera, napisanej w 1676 roku w Kamiennej Górze


Morze zapisane w zabytkach

Motywy marynistyczne rozsiane po Kamiennej Górze są czymś więcej niż dekoracją. To zakodowana opowieść o mieście, którego mieszkańcy patrzyli dalej niż na otaczające je góry. Dzięki handlowi lnianymi płótnami byli częścią europejskiej, a nawet światowej gospodarki. Kotwice, okręty, delfiny czy muszle przypominają o czasach, gdy powodzenie miejscowych kupców zależało od statków płynących przez Bałtyk, Morze Północne i Atlantyk. To także świetny przykład, że historię można odkrywać, po prostu spacerując ulicami miasta. Czasem wystarczy spojrzeć nie pod nogi, lecz kilka metrów wyżej – na fasady kamienic, które od wieków opowiadają historie zapisane w kamieniu.

Nieprzypadkowo temat ten warto przypomnieć właśnie 23 lipca. Tego dnia w starożytnym Rzymie obchodzono Neptunalia – święto poświęcone Neptunowi, podczas którego proszono o wodę i deszcz w czasie letnich upałów. Dziś wielu mieszkańców Kamiennej Góry o tej porze roku rusza nad morze na wakacje. Tymczasem okazuje się, że ślady królestwa Neptuna od dawna są obecne również tutaj – tyle że zamiast na plaży, odnaleźć je można na kamiennogórskich kamienicach, w muzealnych gablotach i zabytkowych detalach architektonicznych.


opr. RG / Przewodnik Mapa Kamienna Góra na 102!


Popularne posty